Ostatnio wydawało się, że wstajemy wcześnie, tym razem wyjazd zaplanowany mamy na 5:30. Cóż, skoro zapisałam się na grupową wycieczkę trzeba się dostosować... A następnym razem przed podjęciem decyzji chociaż rzucić okiem na program ;-). W dodatku po kilku upalnych dniach jak na złość przyszło ochłodzenie, po drodze zaczyna padać deszcz.
8:25 - jesteśmy już na miejscu, w Zawoi Wełczy, niebieskim szlakiem zaczynamy podchodzić w stronę Jałowca. Idziemy ładną dolinką, szlak wiedzie łagodnie, bardzo łagodnie.... a właściwie jakoś zbyt łagodnie, i jakby już dawno nie widzieliśmy oznaczeń... no tak! Zgubiliśmy się (a raczej nie się, a szlak) na samym początku trasy :-) Tak to jest jak się idzie grupą jak to stadko baranów. Na usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, że odbicie szlaku z głównej drogi było fatalnie oznakowane.
11:00 - Jałowiec - ogromna polana, z nieco dziwnie wyglądającymi wielkimi koszami na śmieci. Choć przy ładniejszej pogodzie pewno sporo tu turystów a lepiej oglądać kosze niż śmieci rozrzucone po hali. Szkoda, że widoki przesłonięte chmurami, w słoneczną pogodę bardzo miło byłoby tu poleżeć nawet pół dnia.
12 - 13 - odpoczynek w schronisku Opoczne. Trafiamy idealnie, akurat przed ulewą. Może właściciele mają jakieś układy z pogodą żeby dłużej przytrzymać turystów? Szczególnie, że nie poczułam się zbytnio zachęcona niczym innym. Zwłaszcza ceny lekko odstraszają. Rozumiem, że w schroniskach ceny zawsze są wyższe niż "na dole" ale 4 zł za herbatę? 8 zł za butelkę wody mineralnej? Nawet w słowackich schroniskach gdzie wszystko trzeba donosić na własnych plecach przebicie jest mniejsze. Poza tym schronisko miłe, bardzo kameralne, ze specyficzną atmosferą wynikającą z faktu, że to schronisko prywatne, raczej niewielki dom gdzie można by poczuć się bardziej gościem gospodarzy niż klientem. No ale przy tych cenach....
15 - jesteśmy już w Zawoi. Godzinkę czasu wolnego przeznaczamy głównie na zjedzenie obiadu, no i do domu... akurat na Kubicę i pierwszy mecz Polaków na Euro 2008.





















