Kiedy po dwóch godzinach w mżawce dotarłam wreszcie do Pszczyny nieco wątpiłam, czy to był dobry pomysł, ale potem było już tylko lepiej.
Tym razem kółeczko wokół Pszczyny, przez Łąkę i zaporę w Goczałkowicach zrobiliśmy sobie sami, bez grupy. Do kościółka w Łące nie zajrzeliśmy nawet, bo akurat trafiliśmy na mszę. Za to Jezioro Goczałkowickie całe w szarościach wyglądało nawet bardziej interesująco niż w pełnym słońcu.
Kościółek w Łące (bardzo z zewnątrz, bo w środku akurat msza...)
Zapora Goczałkowicka
Jezioro Goczałkowickie



Pszczyński rynek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz